Wielkość rund inwestycyjnych

Wakacje to z reguły sezon ogórkowy - nic lub niewiele się dzieje. W tym roku mam wrażenie, że nasza branża ciężko pracowała. Na przestrzeni 2-3 tygodni, kilka polskich spółek opublikowało informację o zebranych rundach inwestycyjnych. Jeżeli nic mi nie umknęło to największą rundą ostatnich tygodni była inwestycją PEMangers (MCI) w mFind - 6 milionów złotych.

Duże rundy nie są częstym zjawiskiem na polskim rynku. Wielu "komentatorów" marudzi, że VC w Polsce niechętnie otwierają swoje portfele - zwłaszcza na wczesnym etapie. Jest w tym trochę prawdy - jednak na rynku bardziej funkcjonuje półprawda. Aby zbudować sobie pełny obraz dlaczego nie mamy wielu wielomilionowych rund, należy popatrzeć na strukturę rynku VC oraz panujące na nim zwyczaje.

Zdecydowana część funduszy aktywnie inwestujących na rynku polskim ma stosunkowo niską kapitalizację. Patrząc na fundusze utworzone w ramach programu 3.1 (tak zwane inkubatory) lub fundusze venture capital ze wsparciem KFK (Krajowego Funduszu Kapitałowego) to średnia kapitalizacja takich podmiotów pewnie plasuje się w okolicach kilkudziesięciu milionów złotych. Co to oznacza dla Twojego startupu. Jeżeli chcesz zebrać kilkumilionową rundę to będziesz miał problem aby zebrać ją od jednego inwestora. Powodem może być koncentracja ryzyka. Z racji niskiej kapitalizacji, fundusz nie będzie chciał zaryzykować inwestycji znaczącej części kapitału w jedną spółkę.

Z reguły kiedy spółki rozmawiają ze mną o finansowaniu w domyśle jest zebranie go od jednego inwestora. Mam wrażenie, że model koinwestycji jest obcy dla większości founderów. Coś co jest naturalne na bardziej rozwiniętych rynkach - u nas jest egzotyką.

Sięgając do źródeł takich jak PSIK (Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych), KFK, czy PARP możemy się dowiedzieć, że na naszym rynku jest ponad 100 aktywnych funduszy inwestujących w startupy technologiczne. Łączna kapitalizacja wszystkich tych funduszy to ponad 1 miliard złotych. Mimo to rzadko kiedy słyszy się o rundach inwestycyjnych z udziałem kilku funduszy.

Dla przykładu można przytoczyć rundę A Twittera.

​To tylko jeden przykład z wielu. Kwota podniesionej rundy nie jest bardzo wysoka a mimo to znalazło się miejsce dla tak wielu (bardzo dobrych) inwestorów. Nie znam podobnego przykładu z rynku polskiego.

Czasem zastanawiam się czy to jest wina inwestorów czy founderów. Myślę, że problem leży po obu stronach. Founderzy nie myślą o zbieraniu finansowania jako o procesie do, którego można zaprosić wielu partnerów. Z drugiej strony inwestorzy (chyba) niechętnie się dzielą. Niezależnie od powodu, uważam że to hamuje rozwój naszego rynku.

Gdyby rundy koinwestycyjne były normą to jestem w stanie sobie wyobrazić seed na poziomie 2-3 milionów złotych, rundy A na poziomie 5-7 milionów. Być może potrzebujemy więcej spółek z ambitniejszymi planami aby taki scenariusz mógł się zrealizować. Na pewno nie brakuje nam pieniędzy.

Jeżeli myślisz teraz o zbieraniu finansowania dla swojego startupu zachęcam Cię do przemyślenia modelu koinwestycji. Być może zamiast decydować się na jednego inwestora, zaproś do rundy kilku.

@MarcinSzelag follow me on Twitter for updates on startups, tech and VC
4 responses
Zgadzam się Marcin, że koinwestycje na polskim rynku to cały czas rzadkość. Jednak się coraz częściej zdarzają. Przywołam też inwestycję we Wrocławską firmę www.explaineverything.com gdzie była koinwestycja 4 funduszy i kilku osób indywidualnych w rundzie na 2 mln USD w sumie.
Wojtek, jest kilka przykładów, choćby nasz wspólny. Myślę, że to tylko kwestia czasu. Czuję jednak, że warto o tym mówić publicznie, tak aby founderzy wiedzieli, że mogą swobodnie rozmawiać z wieloma inwestorami i budować rundy koinwestycyjne.
Marcin, dobry post. Po stronie founderów także nam brakuje do takich koinwestycji: • Doświadczenia Aby zrealizować taką rundę trzeba doświadczonego foundera. Takiego który już zrobił wcześniejsze pojedyncze rundy. Takiego który nie będzie polegał na funduszu, aby ten przygotował papierwork. • Zdecydowania Potrzebny jest founder na tyle silny, aby przyjść do funduszu, przedstawić warunki i zapytać czy chcą dołączyć. Pozostawić pole do manewru, ale nie na poziomie umowy spółki, tylko +/-odrobiny warunków. Jeśli nie, jeśli potrzebują zmian na głębokim poziomie, to odchodzimy od stołu. • Komfortu A kiedy fonderzy mają komfort szukania pieniędzy? Kiedy ich nie potrzebują (video Twój ostatni post http://www.startups.pl/jak-dlugo-twoj-startup-m... ). • Zgrania wycen W Polsce, jeśli dobrze kojarzę, wszyscy inwestorzy w jednej rundzie muszą wejść na tych samych warunkach. To nie jest wymagane w US (nie wiem – jeszcze – jak w UK). To też jest problematyczne, bo warunki OK dla jednego funduszu nie muszą być OK dla innego. Podsumowując, potrzeba doświadczenia po stronie foundera i elastyczności/zrozumienia po stronie funduszu. Founder może wybrać wiodący fundusz, ale fundusz też musi mieć na tyle duże doświadczenie, aby przekonać pozostałych do swoich warunków.
Zgadza się w 100%. W moim odczuciu - na polskim "podwórku" model koinwestycyjny jest w zasadzie jedyną słuszną drogą dla startup-ów technologicznych gdzie (z reguły) zapotrzebowanie na kapitał jest dużo wyższe w fazie seed niż w projektach np. IT (popularnych w Polsce wśród inwestorów). Sami obecnie budujemy network koinwestycyjny dla startup-ów z naszego portfela. Z mojej obserwacji wynika, że jednym z dobrych modeli budowania rund dla projektów TECH jest organizacja fazy seed w Polsce kończącej się etapem prototypu przedprodukcyjnego a następnie połączenie się z inwestorem z zagranicy (najlepiej zachodniej :)) z uwagi na zapotrzebowanie na kapitał właśnie. Mam wrażenie, ze w Polsce jeszcze ciągle zbyt często panuje przekonanie że za ten przysłowiowy milion złotych trzeba zawsze zakończyć rade seed i doprowadzić dawny produkt / technologie do poziomu 6-7 podczas gdy w często bywa Tel ze potrzeba 2-3 milionów. Wtedy robi się problem ponieważ często inwestorzy są po prostu chciwi i widać dobry projekt na którym mogą zrobić dużo- nie chcą się dzielić. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że Polska to wciąż biedny kraj (moje prywatne zdanie) i sporo funduszy Seed istnieje wyłącznie dzięki takim instytucjom jak PARP, NCBiR, KFK etc... Po prostu nie mają pieniędzy aby inwestować wyższe sumy niż te które stanowią udział wyżej wymienionych instytucji. Mogą rada: Unikam inwestorów nadużywających anglosaskich zwrotów. Panowie to nie przybliża nas wcale do Silicon Valley... 😉