Kiedy nisza pozoruje duży rynek

Od dłuższego czasu trwa dyskusja na temat "nowych Dolin Krzemowych". Europa, Azja, Ameryka Południowa, nawet Afryka. Na każdym kontynencie znajdziecie miasta gdzie lokalna scena startupowa zaczyna się rozkręcać. Jedni próbują ścigać się z Doliną Krzemową inni budują coś swojego. To startupowe "powstanie" ma moim zdaniem pozytywny wpływ na wiele osób - zwłaszcza takich, które jeszcze poszukują życiowej drogi dla siebie.

Wiele mądrych i cenionych osób wskazywało już jakie elementy są niezbędne do tego aby w danym mieście powstał "przemysł" startupów. Jedną z głównych miar, którą można by było określać sukces (lub porażkę) danego miasta jest wielkość inwestycji w startupy. W uproszczeniu - im wyższa wartość takich inwestycji tym z reguły więcej startupów / inwestorów / ludzi zatrudnionych.

CBInsights (taki Bloomberg dla branży VC) opublikował post na temat wartości inwestycji VC w Berlinie. Po rekordowym pierwszym kwartale 2015, mam "rozczarowujący" drugi kwartał - spadek z $1,2B na $0,4B. Patrząc na tą drugą liczbę można powiedzieć, że nie jest tak źle, $400MM to jednak dużo. Niestety duża część z tej kwoty była zainwestowana w garstkę firm. W sumie 45 firm pozyskało finansowanie w drugim kwartale 2015. Mimo wszystko uważam, to za duży sukces Berlina.

Przechodząc do własnego podwórka. Berlin, ze swoimi $400MM w inwestycjach jest i tak lata świetlne przed, którymkolwiek polskim miastem. Nawet łącząc Kraków, Warszawę, Trójmiasto, Poznań i Wrocław nie zbliżymy się do tej kwoty. Na lokalny rynek jest bardzo niszowy. Nie podam Wam kwoty inwestycji w polskich miastach bo nikt nie zbiera i nie publikuje takich danych. Niezależnie jaka byłaby ta kwota, nie zmienia to faktu że nasza branża jest jeszcze bardzo mała.

Czasami jednak mam wrażenie, że nam wszystkim wydaje się że nasz rynek jest znacznie większy i już tak wiele osiągnęliśmy. Być może ktoś powinien zacząć publikować takie dany tak aby każdy z nas miał przynajmniej pewne monetarne wyobrażenie o wielkości rynku, na którym działa.