Jesteśmy w bańce! Tylko innej niż każdy myśli.

Ktokolwiek związany z branżą internetową/inwestycyjną prawdopodobnie już teraz boi się otwierać lodówkę aby nie zostać zbombardowanym newsami o nadchodzącym pęknięciu bańki internetowej. Wszyscy pamiętamy czym zakończyła się ta ostatnia:

• miliardy wyparowały z giełdy,
• VC zanotowały gigantyczne straty,
• wiele osób straciło pracę,
• nastała internetowa zima

Teraz znowu można odnieść to wrażenie. Gdzie nie spojrzeć, to informacja o nowym startupie, nowej rundzie. Inwestorzy przystępują do licytacji o najlepsze "okazy" - wyceny szybują w górę i na długie lata rozjeżdżają się z fundamentalnym podejściem do wyceny wartości.

Mimo podobnych sygnałów, coś jest inaczej. Wiele spółek internetowych, faktycznie generuje wysokie przychody o tempie wzrostu niespotykanym do tej pory. Branża internetowa wchłania ogromne liczby inżynierów i ciągle słyszymy że ich brakuje. Być może mamy do czynienia z innego typu bańką?

Trafiłem dzisiaj na ciekawą opinię. Na NextDraft można było przeczytać, że bańka z którą być może teraz mamy do czynienia - to bańka psychologiczna. W skróci chodzi o to, że wielu osobom które potrafią stworzyć jakąś aplikację, wydaje się że to jest tożsame ze stworzeniem dużego biznesu. Ta wiara to idealny pokarm dla wszelkiej maści eventów, akceleratorów, inkubatorów. "Yes we can" tak można by było otagować dzisiejszą branże startup. Być może zamiast tak mocnego stwierdzenia lepsze by było pytanie - czy oby na pewno ja potrafię.

Piękno Internetu i technologii to ich demokratyczność i wolność. Każdy może robić to co chce przy minimalnej regulacji ze strony kogokolwiek. To dobra pożywka dla marzeń o sukcesie i wielkich pieniądzach. Oby ta wolność nie skończyła się "rzezią", z którą już kiedyś mieliśmy do czynienia.