Dlaczego Venture Capital nie powinno się skalować

Ostatnie dwa dni spedziłem na Wolves Summit. Jest chyba największa konferencja w Polsce łącząca startupy z inwestorami. Zaskoczeniem dla mnie była liczba uczestników z zagranicy. Pytając ich jak dowiedzieli się o konferencji, chwalili marketing organizatorów. Czapki z głów dla zespołu Wolves Summit. Dzięki takim konferencjom Polska zaczyna być na startupowej mapie świata.

Dzięsiątki przeprowadzonych rozmów skłoniły mnie do pewnej refleksji na temat branży Venture Capital. Przez dekady, branża ta nie była sexy. Przynajmniej nie globalnie. Nie odnoszę się do Doliny Krzemowej, która też miała swoje wzloty i upadki. Mówię natomiast o całej reszcie świata. Słowo startup było jeszcze do niedawna słowem klucz dla pewnego "podziemia". Dzisiaj nawet politycy chcą się ogrzać w jego blasku. Startup przyciąga jak magnet. Inwestorzy, przedsiębiorcy, doradcy, specjaliści, instytucje, korporacje, samorządy lista jest bardzo długa.

Z jednej strony nie ma się co dziwić. Mamy do czynienia z ogromnym trendem technologicznym. Po raz pierwszy, technologia sprzedawana jest do każdego. Kilka miliardów ludzi wyposażonych w smartphone'y podłączone nieustannie do Internetu robi swoje. Reakcją na ten trend jest wysyp startupów i inwestorów. Branża, która przez lata działała jak elitarny klub, dzisiaj zamienia się w bazar szans i nadzieji.

Nie mogę powiedzieć, że mi się to podoba. Przy tym skalowaniu Venture Capital zagubił się jeden element - jakość.

Uwielbiam czytać o historii tej branży, która miała zaszytą w sobie pewną magię. Ludzie tacy jak Arthur Rock i firmy jak Apple, Cisco czy Netscape były kwintesencją VC. Problemy nad jakimi pracowały te firmy były ogromne. Ryzko po stronie inwestorów również. Tych inwestorów i firm było stosunkowo niewiele a ich wpływ na świat i gospodarkę był znaczący.

W 2015 roku mam wrażenie, że to już zupełnie inna branża. Szum jaki wypełnia eventy, konferencje czy media zabija magię Venture Capital.

Wiele osób, które dzisiaj usiłuje zebrać finansowanie robi to dla złych motywacji. Być może Peter Thiel ma racje, chcielismyśmy latających samochodów a dostaliśmy 140 znaków. Coś zaczyna być bardzo nie tak i może potrzebna jest recesja aby oczyścić ten rynek.

Po takiej rynkowej czystce moglibyśmy powrócić do butikowości venture capital. Startupy i inwestorzy pracujący blisko razem nad "zmianą świata". Rozsądne wyceny, zdrowe modele biznesowe, duży wpływ na świat i gospodarkę. 

Jest jeszcze tak wiele problemów na świecie, ale nie sądzę by drogą do ich rozwiązania było skalowanie tej branży. Może startupy nigdy nie powinny być modne. Może prawdziwą drogą do innowacji i zmiany jest skupienie się na kilku firmach i pozwolenie im rosnąć. Tylko czas pokaże. 
2 responses
Pełna zgoda. Wiele się zmieniło i wiele można poprawić. Michael Raynor w podcaście a16z ostatnio stwierdził, że startupy określające się jako disruptive, specjalnie disruptive nie są. A analizując ostatnie kampanie na Kickstarterze dochodzę do wniosku, że ta platforma powoli staje się nowoczesnym sklepem Mango. Coś jest nie tak. Wydaje mi się, że obecnie jeśli VC mają trafnie wybierać startupy rozwiązujące realne problemy, to muszą również te problemy dobrze znać i rozumieć, co często wymaga zejścia niżej, do potencjalnego odbiorcy idei, razem z founderami (albo przed nimi?) wchodzić w ten świat. Może to wymaga większego wyspecjalizowania się funduszy? Może właśnie powinno się szukać faktycznych problemów wśród społeczeństw w krajach mniej rozwiniętych lub w mniejszych grupach? W USA trochę widać taki trend, zaczyna się zwracać uwagę na startupy, które są lokalnymi rewolucjami i mają ogromny impakt na życie małej społeczności.
Specjalizacja to jeden z kierunków. Już powoli zaczyna się to dziać. Fundusze skupiające się na Hardware, IoT, SaaS, Healthcare, Data i tak dalej. Myślę, że to co spowodowało, że tak niewiele "dużych" problemów jest atakowanych to znaczne obniżenie bariery wejścia. Dzisiaj każdy może mieć startup technologiczny, zarówno software jak i hardware. Ludzie z natury wybierają mniej ryzykowne scenariusze - rzeczy, które prawie wydają się pewne i są w zakresie ich możliwości. Kickstarter to ciekawy przykład. Od początku jego istnienia blisko 100 tysięcy projektów pozyskało finansowanie. Ile z tych projektów stały się dużymi przedsiębiorstwami tworzącymi miejsca pracy, odprowadzającymi podatki, mającymi wpływ na społeczeństwo? To jest dokładnie problem z "konsumeryzacją" venture capital. Nieznaczące i słabe projekty otrzymują finansowanie kreując sztuczne poczucie sukcesu.