Dlaczego inwestor oleje Twojego maila

Gmail to aplikacja, w której spędzam najwięcej czasu każdego dnia. Zawsze rano przed spotkaniami staram się odpowiedzieć na wiadomości zgromadzone w moim inbox. Sporą część z tych codziennych maili stanowią wiadomości od founderów, którzy szukają finansowania. Dzisiaj rano mój Gmail pokazywał, że otrzymałem już ponad 12 000 wiadomości. Kilka tysięcy z nich to maile mówiące o poszukiwaniu finansowania.

Mając tak dużą próbkę wyrobiłem w sobie już pewien nawyk. Skanując inbox i czytając same tematy wiadomości, od razu dokonuję wstępnej selekcji. Dla specjalistów od email marketingu to pewnie oczywistość - jednak wielu founderów zapomina jak ważny jest sam temat wiadomości, którą wysyłacie do inwestora.

Zdekodujmy zatem elementy, mające wpływ na to czy inwestor przeczyta Twojego maila z zaciekawieniem czy od razu przesunie go na listę "to do later". Oto kilka rzeczy, na które osobiście zwracam uwagę:

1) Temat wiadomości. Każdy inwestor dostaje dziennie wiele maili. W tym gąszczu wiadomości, część pochodzi od kontaktów a część od obcych osób. Jednym z pierwszych warstw selekcji wiadomości do natychmiastowej odpowiedzi jest temat. Tematy wiadomości od spółek/zespołów szukających finansowania są z reguły mało ciekawe i nic z nich nie wynika. Jednym z popularnych formatów jest temat: Pomysł na biznes.

Przykład
Jeżeli chcemy aby inwestor szybko przeczytał naszą wiadomość dajmy mu konkret już w samym temacie.

XYZ (B2B SaaS) otwiera rundę Seed i szuka finansowania w wysokości XX złotych.

2) Na jaki adres wiadomość została wysłana. Jeżeli wiadomość spływa na ogólnego maila - jest to dla mnie sygnał, że osoba kontaktująca się z nami nie podjęła próby bezpośredniego dotarcia do konkretnego partnera. Niby mało istotna rzecz ale... średnio sprawna osoba znajdzie mój adres email w ciągu kilku minut. Wystarczy poświęcić na to trochę energii a efekt takiego kontaktu będzie znacznie lepszy.

Przykład
Zamiast wysyłać anonimowego maila do każdego funduszu, który uda się znaleźć w Google - sprawdź na stronie funduszu nazwiska partnerów i jak można do nich dotrzeć. Być może opublikowali prezentację na Slideshare. Jeśli tak, to być może na ostatnim slajdzie jest bezpośredni adres email do danej osoby.

Zupełnie inna będzie moja reakcja jeśli, ktoś zacznie tak:

Cześć Marcin,
przeglądałem Twoją prezentację na Slideshare...

3) Treść maila. Zanim wyślesz wiadomość zastanów się kilka razy nad tym co jest Twoim celem. Czy piszesz aby poinformować o tym, że otworzyłeś rundę inwestycyjną i zapraszasz inwestora do partycypacji? Być może wcale nie szukasz finansowania, a chciałbyś poprosić o feedback? Czasami czytając treści maili jakie dostaję, przez kilka minut zastanawiam się jakiej reakcji oczekiwał ode mnie autor.

Przykład
Typowy email do inwestora wygląda mniej więcej tak:

Szanowni Państwo,
przesyłam informację o spółce XYZ. Jeśli będą Państwo zainteresowani to prosimy o kontakt.

Z wyrazami szacunku,
XXX

Być może kiedy to czytasz wydaje Ci się to śmieszne lub wręcz niemożliwe, jednak mam w swojej skrzynce setki podobnych maili. Z jednej strony pokazuje to brak przygotowania, zastanowienia i poważnego traktowania procesu, w który spółka zamierza wejść. Z drugiej strony taki mail nie zachęca do odpowiedzi, nawiązania relacji. 

Pamiętaj, że pierwszy email to rodzaj "elevator pitch". W kilku zdaniach powinno się zawrzeć najważniejsze informacje, które chcesz przekazać inwestorowi.

Dobry przykład takich intro maili znajdziecie tutaj. Osobiście preferuję aby w mailu były następujące informacje:

• nazwa spółki
• link do strony/aplikacji
• opis founderów (linki do LinkedIna)
• CPS (Customer-Problem-Solution)
• przewaga konkurencyjna
• rynek
• co udało się osiągnąć (użytkownicy, downloady, sprzedaż)
• informacje o rundzie (kwota, wycena, koinwestorzy, ile już jest zebrane)
• plany na następne kilka miesięcy
• oczekiwania/propozycja dla inwestora (jakieś call to action)

4) Załączniki. Podstawowym dokumentem w procesie inwestycyjnym jest Pitch Deck. Jeśli nie dołączacie go do intro maila, to pierwszym pytaniem ze strony inwestora będzie prośba o przesłanie pitch deck. To jak powinien wyglądać pitch deck to temat na osobnego posta. Odpytajcie Google, przeglądnijcie Slideshare - wiele startupów, które pozyskały miliony finansowania, udostępniło swoje pitch decki. Tak zrobił Reid Hoffman z LinkedIn.

Kilka wskazówek dotyczących załączników:

• zwróć uwagę na nazwę pliku. Najlepiej jeśli nazwa będzie zawierała konkretne dane. Np. XYZ_pitchdeck_series_seed
• rodzaj pliku. Nie wysyłaj pitch decku w innym formacie niż PDF lub link do prezentacji online.
• rozmiar pliku. Nie przesadzaj z wielkością. Często otwieram załączniku na urządzeniach mobilnych kiedy nie ma mnie w biurze. Kilkadziesiąt MB to może być już za dużo.
• co raz więcej ludzi pracuje w chmurze i korzysta np. z Google Docs. Jeśli chcesz przesłać arkusz kalkulacyjny może pomyśl aby umieścić go w Google Docs jako Google Sheet.

Startupy to nie są firmy robione tanio

Jednym z największych mitów startupowych charakterystycznych szczególnie dla Polski jest przekonanie, że innowacyjny biznes technologiczny (ok używajmy znienawidzonej przeze mnie nazwy startup), to biznes robiony tanio. Lubię przesadzać więc i tym razem oddam się tej słabości, wielu inwestorów - szczególnie w Polsce - uważa, że startup to taka firma, która tym się rożni od tradycyjnej, że można ją zrobić „partyzancko” - tak za „pół ceny”.
Do tego wszystkiego dochodzi idiotyczne interpretowanie metodologi „lean” jako sposobu na mniejsze wydatki.

Efekt jest taki, że jako rynek mamy ogromny problem z budowaniem dużych biznesów (mówiłem o tym m.in. na ostatnim InfoShare: „Why we fail to scale”). Pomimo sporych pieniędzy pompowanych w rynek (głównie seedowych), trudno znaleźć przykłady firm, którym udało się osiągnąć kapitalizację większą niż 100 mln złotych, którą uznałbym za polskiego „unicorna”.

Pozwólcie więc że zdemitologizuję te niskie koszty budowy startupu pomieszane z powierzchownym rozumieniem metodologii „lean startup”. Jestemy na samym początku działania firmy. Celem etapu seed jest znalezienie dopasowanie produktu do rynku. To moment, w którym firma powinna zrobić wszystko aby utrzymać się jak najdłużej na powierzchni czyli de facto dać sobie szansę na przeprowadzenie jak największej liczby eksperymentów - prowadzących do znalezienia owego mitycznego product/market fit. Rzeczywiście na tym etapie eksperymenty powinny odbywać się na małych budżetach, bo kluczem jest wykonanie ich jak najwięcej. Czy to oznacza, że na eksperymenty mamy wydac mało? Nie, mamy wydać efektywnie. Celem jest wiedza a nie taniość.
Powyższe, głupkowate rozumienie „leana” to jedno a kwestia podejścia do kosztów osobowych to drugie. Przyjęło się założenie, że startup jest prowadzony przez niedoświadczonych managerów, którzy powinni pracować za pieniądze wielokrotnie mniejsze, niż te oferowane na porównywalnych stanowiskach w firmach o ugruntowanej pozycji. Mogę zrozumieć kiedy taka rzeczy dotyczy głównego udziałowca / foundera, który w ten sposób de facto lewaruje ryzyko inwestora finansowego.Nie mogę jednak zupełnie rozumieć podejścia stojącego za chęcią zatrudnienia dyrektora sprzedaży (na przykład segment enterprise) za stawką znacząco niższą od tej, która daje mu mityczne „korpo”. Przecież to startup słyszę. No i co z tego? 
Jeżeli budujemy firmę, która ma naruszać interesy dużych graczy, z ludźmi którzy są za słabi aby u tych graczy znaleźć pracę, to z góry skazujemy się niepowodzenie. 
Nie chcę odwoływać się do owych mitycznych „amerykańskich inwestorów”, którzy są trochę jak memowi „amerykańscy naukowcy” ale zobaczcie, kogo i za ile zatrudnia firma, która dostaje pierwszy etap finansowanie venture, czyli tak zwaną rundę A. Zatrudnia najlepszych pracowników na jakich może sobie pozwolić. Często z praktyką u gigantów, liderów rynku (to zresztą jeden powodów, dla których wartości rund w USA tak rosną - podaż odpowiednich kandydatów jest zbyt niska). 
Proszę zapomnijcie, że startupy robi się tanio. Startupy robi się mądrze a to oznacza, że w odpowiednim momencie dostarcza się im kapitał odpowiedni do osiągnięcia skali.

Wycena startupu

Nieodłącznym aspektem zbierania finansowania jest rozmowa na temat wyceny. Nie da się przejść przez proces inwestycyjny bez rozmowy o cenie jaką inwestor zapłaci za udziały nabywane w spółce. Rozmowa o wycenie jest jedną z trudniejszych, ponieważ obie strony muszą mieć poczucie, że zrobiły dobry interes. Czasami trudno osiągnąć porozumienie ponieważ motywacje founderów i inwestorów co do ceny mogą być przeciwstawne.

Patrząc na rynek dzisiaj, można powiedzieć że wyceny na każdym etapie szybują w górę. Śledząc wiadomości z rynku amerykańskiego mam wrażenie, że nie ma dnia abym nie trafił na post mówiący o szalonych wycenach a przy okazji o zbliżającym się pęknięciu bańki. Polska jest oczywiście mikroskopijnym rynkiem inwestycyjnym w porównaniu do amerykańskiego, niemniej jednak co raz częściej dyskusje o wycenach zaczynają być problematyczne.

Z wycenami startupów jest kilka problemów:

1) nie do końca wiadomo jaki model wyceny przyjąć
2) posługując się przykładami z innych (bardziej rozwiniętych) rynków, nie uwzględnia się dyskonta za lokalizację (Polska), doświadczenie founderów (kto może wpisać w CV takie firmy jak Google, Facebook, Twitter, Microsoft czy Salesforce), wielkość rynku inwestycyjnego, wartość rynku exitów (jak również ich rodzajów - rynek IPO praktycznie nie istnieje w Polsce)
3) rozminięcie pomiędzy etapem rozwoju a oczekiwaniami wyceny
4) potencjał wzrostu (globalnie vs regionalnie vs lokalnie)
5) słabo rozwinięty rynek pre-seed/angel co powoduje, że spółki bez produktu i przychodów szukają finansowania wśród funduszy VC

To tylko niektóre powody, dlaczego rozmowa z inwestorem na temat wyceny może być trudna. 

Osobiście nie lubię się targować co do wysokości wyceny. Jeżeli wyceny oferowana przez founderów jest dla mnie zbyt wysoka, to być może oznacza to, że nie jestem najlepszym inwestorem dla tej spółki. Zawsze staram się jednak poznać uzasadnienie takiej czy innej wyceny.

Jak zatem ustalić tą właściwą wycenę. Nie podam Wam gotowej formuły bo nie wierzę, że taka istnieje. Postaram się jednak przedstawić pewien sposób myślenia o wycenie. 

Wycenianie wartości spółki tradycyjnymi metodami, jak np. DCF nie ma większego sensu dla młodych spółek technologicznych. To co zostało przyjęte za standard rynkowy to mnożnik wynikający z relacji ceny do przychodów. Jeśli mówimy jednak o inwestycji na etapie przed-przychodami, to nawet i ta metoda jest trudna do zastosowania. Jak zatem podejść do wyceny firmy, która być może nie ma jeszcze rynkowego produktu i nie generuje przychodów?

Kilka lat temu Bill Gurley (bardzo doświadczony amerykański inwestor) opublikował post "All Revenue is Not Created Equal: The Keys to the 10x Club". W swoim poście zawarł pewną metodologię myślenia na temat wycen startupów. Poniżej możecie zobaczyć analizę dla LinkedIn. Po lewej stronie znajdują się kryteria oceny, po prawej komentarz/ocena.


Nie będę rozwijał każdego z punktów. Odsyłam Was do źródła. Bazując na tej metodologii można w miarę dokładnie określić stan danej spółki a przede wszystkim jej przyszłego potencjału.

Tyle teorii a jak jest w polskiej praktyce? Ze względu na niedojrzałość naszego rynku, firmy które szukają finansowania w funduszach VC są z reguły na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Gdybym miał uśrednić definicję tego wczesnego etapu za ostatnie 4 lata to powiedziałbym, że wczesny etap na rynku polskim to etap pomysłu/prototypu. Strasznie trudno rozmawia się o wycenach samych pomysłów. Tutaj z reguły wkracza bardzo prosta matematyka.

Faktem jest, że każdy szybko skalowalny startup będzie w swoim życiu potrzebował wielu rund inwestycyjnych. Pierwszy kapitał w spółce na pewno nie będzie ostatnim. Inwestor obejmujący pierwsze udziały w spółce nie może tych udziałów objąć zbyt dużo aby zostawić miejsce na kolejne rundy. Przyjmijmy, że standardem rynkowym jest 20%. To oznacza, że founderzy oddają 1/5 swojej firmy. Drugim parametrem do równania jest kwota inwestycji. Tutaj z reguły pojawiają się setki tysięcy lub miliony złotych. W wyniku tego równania otrzymujemy wycenę firmy po inwestycji (post-money). W zależności od wielkości inwestycji wycena może być tak niska jak kilkaset tysięcy złotych lub tak wysoka jak kilka milionów złotych. Przypomina, że mówimy o wczesnym etapie.

Jeśli wycena będzie zbyt niska i inwestor obejmie zbyt wiele udziałów, pojawią się problemy przy zbieraniu kolejnych rund (problem z "cap table"). Jeśli wycena będzie zbyt wysoka a liczby i wzrost nie będą wystarczająco wysokie to również będzie problem przy kolejnej rundzie (zbyt wolny wzrost by uzasadnić duży wzrost wyceny).

Gdzie leży zatem złoty środek? Nie ma tutaj jednoznacznej odpowiedzi - patrz kryteria z tabelki. Chciałbym jednak zasugerować pewne myślenie. Jeśli jesteś dopiero na początku drogi, to pozyskaj jak najmniej środków oddając niewiele udziałów. Konsekwencje takiego myślenia mogą pomóc w zbieraniu kolejnych rund przy wyższych wycenach o ile Twój startup będzie pokazywał postęp.

Dla przykładu, takie mogą być zdarzenia wpływające na wzrost wartości twojej firmy:

Pomysł -> Pierwsza wersja produktu -> Pierwsza sprzedaż -> Produkt ulepszony o feedback klientów -> Testy skalowalności -> Silnik wzrostu -> Stworzenie organizacji -> Wzrost -> Zajęcie dominującej pozycji na rynku


Mówiąc o szybko skalowalnych startupach, możemy śmiało przyjmować wzrosty wyceny w czasie na poziomie 10x -> 100x. Jeśli zaczynasz od wyceny liczonej w setkach tysięcy, to w przeciągu kilku lat przy odpowiednim postępie ta wycena będzie liczona w dziesiątkach milionów.


Celem founderów jest zdobyć zasoby pomagające im w osiąganiu kolejnych etapów wzrostu. Walczenie od razu o bardzo wysoką wycenę kiedy jeszcze niewiele możemy pokazać, niekoniecznie jest dobrym podejściem. Myślę, że warto się zastanowić co jest priorytetem - wysoka początkowa wycena czy szybko pozyskane finansowanie i wzrost wartości.

Akceleratory

Trafiłem dzisiaj na wiadomość o tym, że 500 Startups zakłada pre-akcelerator w Oslo. Pomyślałem, że to dobry temat na post, zwłaszcza że ostatnio udzielałem wywiadu, w którym zostałem przepytany na temat akceleratorów.

Czasami w rozmowach z founderami dostaję pytanie czy warto rozważyć udział w akceleratora, a jeśli tak to w którym. Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Powiedziałbym, że to zależy od wyzwań z jakimi zmaga się startup na aktualnym etapie. 

Ostatnie lata przyniosły też wysyp akceleratorów na całym świecie, więc jest z czego wybierać. Decyzja o dołączeniu do akceleratora powinna byś przemyślana i wynikać ze strategii. Jeśli zastanawiamy się nad wybraniem akcelerator to warto zrobić research zanim podejmiemy decyzję. Jednym z dobrych źródeł jest baza seed-db.com. Znajdziecie tam ranking akceleratorów, który można sortować według różnych kryteriów. To dobry punkt startowy.

Moje doświadczenie z akceleratorami ma trzy wymiary:

1) w ramach Innovation Nest, od 2012 przeprowadziliśmy 4 edycje naszego wewnętrznego akceleratora pod marką ACCELERATE
2) byłem mentorem w dwóch zagranicznych akceleratorach - Seedcamp i Techstars
3) 2 ze spółek, w które zainwestowaliśmy przeszły przez akcelerator 500 startupów

Bazując na moim doświadczeniu mam kilka refleksji na temat takiego modelu wspierania startupów. 

Oceniając skuteczność Ycombinator, Techstars, 500 Startups, Seedcamp można śmiało powiedzieć, że model akceleratora działa i daje duże wsparcie founderom na początkowym etapie rozwoju swojego startupu. Przyjmując wzrost wartości udziałów jako miernik sukcesu akceleratora, to 4 przykłady które podałem generują największe zwroty na rynku. Dlaczego to jest ważne? Rynek akceleratorów eksplodował i w każdym kraju zaczyna pojawiać się ich co raz więcej. Problem w tym, że zdecydowana większość akceleratorów nie "produkuje" sukcesów.

Polska nie jest wyjątkiem. Przez ostatnie 4 lata mieliśmy kilka podejść do stworzenia dobrego akceleratora. Gamma Rebels, Huge Thing, ACCELERATE, Chance. Niestety, żaden z nich już nie działa. To tylko pokazuje jak trudnym modelem jest akceleracja. Chociaż za każdym z tych przykładów stali bardzo dobrzy ludzie - nie udało się zbudować czegoś trwałego. Nie wiem co nie zadziałało w pozostałych przypadka, natomiast patrząc na ACCELERATE to mam wrażenie, że skala lokalnego rynku startupów była/jest jeszcze zbyt mała.

Patrząc na akceleratory z perspektywy globalnej to najlepsze startupy wybierają najlepsze akceleratory. Tak najprościej można by było określić sukces Ycombinatora, z którego wyszły takie firmy jak Dropbox, Airbnb czy krakowski Estimote.

Gdybym miał ocenić co sprawia, że jeden akcelerator jest lepszy od drugiego to powiedziałbym, że:

1) network (mentorów)
2) network (alumnów)
3) network (inwestorów)

Jedną z najważniejszych rzeczy, jaką może dać akcelerator to dostęp do swojej sieci kontaktów. Jeśli chcesz poświęcić czas na aplikowanie a następnie kilka tygodni/miesięcy na udział w programie to kryterium networku powinno być na Twojej liście priorytetów. To raczej z definicji odrzuca sporą część małych lokalnych akceleratorów, które poza miłą atmosferą i fajną przestrzenią nie pchną Twojego startupu zbyt daleko.

Wracając do tematu, od którego zacząłem. Pre-akcelerator to coś nowego. 500 Startupów, tłumaczy, że ta pre-akceleracja ma pomóc zespołom, które dopiero zamierzają zbierać pierwsze finansowanie lub myślą o aplikowaniu do akceleratora. Być może to dobry kierunek. Trochę przypomina mi to SPIN, czyli warsztaty które organizowaliśmy przez kilka lat dla zespołów na bardzo wczesnym etapie.

Ciekawym wydaje się wybór 500 Startupów co do pierwszej lokalizacji - Oslo. Skandynawia na pewno rośnie na znaczeniu w świecie startupów. Po takich sukcesach jak Rovio, Spotify czy Supercell, wielu inwestorów zaczęło mocniej przyglądać się tej części Europy.

Zastanawiam się jakby wyglądał taki pre-akcelerator w Polsce. Chciałbym zobaczyć czy brand 500 Startupów pomógłby zbudować coś bardziej trwalszego niż te próby, które mieliśmy do tej pory.

Wiek a zakładanie startupu

Mamy znowu długi weekend, przynajmniej dla niektórych. Pogoda w te wakacje nas szczególnie rozpieszcza. Przeważnie w takich okresach spędzam czas w górach. To pomaga odpocząć mentalnie. Tym razem Madzia, ja i chłopaki jesteśmy w Szczawnicy.

Jednym z tematów, o którym często myślę jest wiek a rozpoczynanie biznesu. W Polsce kilkanaście (prawie 20) lat temu mówiło się o Młodych Wilkach i bynajmniej nie mam na myśli filmu Jarosława Żamojdy. Był to kult młodych, którzy szybko pieli się po szczeblach drabiny korporacyjnej lub zakładali własne biznesy.

Dzisiaj panują różne przekonania o korelacji wieku z sukcesem startupów. Jedni przekonują, że to sport dla 20latków. Inni opierają sie na danych i pokazują, że za większością dużych firm stoją doświadczeni 30 i 40latkowie.

Im jestem starszy tym bliżej mi do tej drugiej tezy. Jest na to kilka rozsądnych argumentów.

Jack Ma, twórca Alibaba.com na jednej z konferencji dał następującą radę:

- Przed 20stką bądź dobrym uczniem. Miej jakieś projekty, rozwijaj zainteresowania.

- Przed 30tką, znajdź mentora. Dołącz do małej firmy z szefem od którego będziesz mógł się dużo nauczyć.

- Mając 30-40 lat musisz podjąć bardzo ważną decyzję - czy chcesz pracować dla siebie czy dla kogoś.

- Mając 40-50 lat musisz skupić się na robieniu tego w czym jesteś najlepszy. Nie skacz z kwiatka na kwiatek, na to już za późno.

- Po 50tce, pracuj dla młodszych od siebie. Oni lepiej wiedzą co robić.

- Po 60tce, zajmij się sobą. Najlepiej wypoczywaj na plaży.

Spora grupa młodszych founderów, z którymi mam okazję rozmawiać mogłaby sie jeszcze wstrzymać z zakładaniem startupu. W zamian mogliby dołączyć do "rakiety, która wystrzeliła" a mamy kilka takich w naszym kraju.

Z kolei trochę bardziej doświadczenia specjaliści, których znam mogliby się odważyć i założyć swój startup.

Warto się czasem zastanowić nad etapem życia, na którym się znajdujemy. Zaczynanie zbyt wcześnie wcale nie zwiększa szans na sukces.

Tutaj link do wywiadu z Jack Ma:

Pirate Summit wzywa polskie startupy

Dla jednych to jeszcze sam środek wakacji, a dla innych prawie początek "nowego sezonu". Mam na myśli konferencje gdzie można spotkać startupy i inwestorów. Jedną z takich konferencji jest Pirate Summit, organizowany przez Tilla Ohrmanna w Kolonii.

Miałem okazję poznać Tilla już jakiś czas temu przy okazji Pirates on Shore. Wspólnie odwiedziliśmy społeczności startupów w Sztokholmie i Lisbonie.


// Pirates on Shore w Lisbonie

To co Till robi od wielu miesięcy jest niesamowite. Podczas Pirates on Shore, Till odwiedził większość miast z regionu CEE gdzie występuje jakakolwiek aktywność startupowa. Na każdy wyjazd zabierał ze sobą dwóch inwestorów. Przez tych kilka miesięcy odwiedził kilkadziesiąt miast i zbudował chyba największy network europejskich inwestorów.

Pirates on Shore zawitał również do polskich miast - Kraków, Warszawa i Poznań. Z każdego z tych miast zwycięzcy eventu wezmą udział w Pirate Summit, który odbywa się 2 i 3 września w Kolonii. Till niedawno ogłosił, że na Pirate Summit będzie ponad 100 inwestorów z całej Europy - chyba nie muszę mówić, że to doskonała okazja aby rozszerzyć swój network.

Są dostępne specjalne zniżki dla polskich zespołów wystarczy skorzystać z kodu podanego w poście poniżej.



Ja również będę w Kolonii i mam nadzieję spotkać tam niejeden polski startup.

Startups.pl reaktywacja

Cześć! Mam na imię Marcin.

Od dłuższego czasu jestem związany ze światem startupów. Najpierw jako człowiek od produktu w epuls.pl, teraz jako partner w funduszu Innovation Nest. 9 lat temu kiedy rozpoczynałem swoją przygodę ze startupami założyłem forum Projekty start-up. Do dzisiaj uzbierała się tam społeczność ponad 18 000 osób, która przez te wszystkie lata opublikowała 40 000 postów.

Teraz czas na coś nowego.

Jakiś czas temu udało się nam przejąć domenę startups.pl. Do niedawna pod tą domeną dostępny był serwis agregujący informacje o startupach. Serwis trochę zapomniany i opuszczony. Pomyślałem, że nadszedł czas aby dać drugie życie tej domenie. W głowie rodziły mi się różne pomysły jak można by było wykorzystać potencjał tej nazwy z końcówką "pl". Pomysł, który zostawał najdłużej w moich myślach był bardzo prosty. Stworzyć miejsce gdzie polscy founderzy i inwestorzy będą mogli dzielić się swoimi doświadczeniami.

Przez ostatnie lata, startupy w Polsce przeszły szybką ścieżkę wzrostu. Kiedy w 2006 zakładałem forum, nie istniał ekosystem inwestycyjny, nie było eventów. Z roku na roku oddolnie powstawała infrastruktura, z której teraz mogą korzystać founderzy w wielu polskich miastach. Kraków, Warszawa, Wrocław, Poznań, Trójmiasto to tylko niektóre z miast, w których społeczności startupowe rozwijają się bardzo mocno. Branża (jeśli można użyć takiego słowa), to już wiele tysięcy ludzi pracujących na co dzień w firmach technologicznych/internetowych. Myślę, że osiągnęliśmy pierwszy poziom gęstości tej społeczności aby takie inicjatywy jak startups.pl mogły się rozwijać.

Pomimo, że powstało już kilka miejsc gdzie można przeczytać o startupach i funduszach - czuję, że brakuje miejsca gdzie ta wiedza i doświadczenia płynęłyby prosto od ludzi w pierwszych szeregach. Chciałbym zatem zaprosić founderów i inwestorów do włączenia się w startups.pl. Mam nadzieję, że wspólnie stworzymy przestrzeń do merytorycznych dyskusji i wymiany opinii.

Dziękuję Krzyśkowi za przejęcie domeny i trudne negocjacje :)

Zapraszam do pisania.

/Marcin

(Wrzucam ten pierwszy post do zakładki Idea, aby każdy nowy odwiedzający mógł przeczytać o co tutaj chodzi)